środa, 7 listopada 2018

Pręgierz XXI wieku - case study | studium przypadku


LinkedIn - portal biznesowy, gdzie szukamy pracy, wiedzy, partnerów biznesowych oraz dzielimy się sukcesami. Nie da się ukryć, że dla wielu odgrywa on również rolę opiniodawcy na temat potencjalnych klientów i pracodawców.

Zwykle umieszcza się tu POZYTYWNE opinie i rekomendacje, a te negatywne... Zamiata się pod dywan.
Wiadomo, że stwierdzenie "klient nie zapłacił" nie jest niczym nowym. Usługodawcy (przedsiębiorcy, freelancerzy itp.) zwykle mają związane ręce, zwłaszcza jeśli chodzi o "śmieszne kwoty".
Aczkolwiek dla usługodawców żadne kwoty nie są "śmieszne", nawet jeśli dla klienta - owszem.

Dałam kilka upomnień oraz dwa ostrzeżenia, że rozpocznę windykację.
Moje ostrzeżenie zostało skomentowane drwiną, której wydźwięk był mniej więcej „a co ty mi możesz dziewczynko zrobić?!”.

Ponieważ upominania i ostrzenia nie poskutkowały, miesiąc po przeprowadzonej konsultacji (uznałam, że to dostatecznie dużo czasu, żeby czekać na przelew), postanowiłam zadziałać ostrzegając swoją liczną sieć przed współpracą z Oszustem (bo inaczej nie jestem w stanie nazwać podobnego zachowania).

Firma, w której pracuje (pracował?) Oszust jest duża i dba o swoją reputację, ma wdrożony system monitoringu sieci. Po godzinie od publikacji posta ma portalu LinkedIn skontaktował się ze mną bezpośredni przełożony Oszusta.
Na drugi dzień rano zadzwonił sam Oszust, który wcześniej nie odbierał ode mnie telefonów, a moje wiadomości przesyłane za pośrednictwem portalu LinkedIn ignorował.
Oszust oświadczył mi, że przeze mnie grozi mu dyscyplinarne zwolnienie ze spółki Skarbu Państwa*.
W kwestii należnej mi kwoty za konsultacje zaproponował kompromis: pomniejszenie kwoty o 1/3 tłumacząc, że sam też miał koszty z racji postawienia mi kawy i ciastka.
[Tego nie jestem w stanie skomentować, bo na samo wspomnienie argumentacji mam niekontrolowany atak śmiechu].

3 min od zakończenia rozmowy na moim mailu pojawiło się potwierdzenie zapłaty za konsultacje.


A oto wnioski po publikacji łącznie dwóch postów:

Kilku aktualnych przedsiębiorców podzieliło się swoimi doświadczeniami z nieuczciwymi klientami oraz historiami ich znajomych.

Kilku nieaktualnych przedsiębiorców wyraziło swoje oburzenie i stwierdziło, że nigdy nie posunęłoby się do takiego kroku.
Ciśnie mi się na myśl powiedzonko "zapomniał wół jak cielęciem był".

Wiele osób stwierdziło, że powinnam skierować sprawę do sądu ignorując chyba fakt, o którym wspomniałam, że kwota była zbyt mała, żeby iść z tym gdziekolwiek. Mikro i mali przedsiębiorcy (albo jak kto woli freelancerzy, bo spotkałam się też z takim określeniem mikroprzedsiębiorców) mają kolokwialnie mówiąc przerąbane w każdej kwestii.
Jedna pani (etatowiec) napisała wręcz, że każda kwota jest warta dochodzenia swoich praw. Powtórzę tutaj swój komentarz do owego stwierdzenia, bo wiem, że jest więcej osób z podobnym podejściem: otwórzcie Państwo najpierw firmę w Polsce i utrzymajcie się na rynku przez rok. Wtedy chętnie wrócę do tematu.

Ale do rzeczy! To jest - do konkluzji:
Kiedyś do pręgierza przywiązywano oszustów, którzy byli wystawieni na wstyd i pośmiewisko ze strony przechodniów. We Wrocławiu po dziś dzień takowy pręgierz stoi, ale dziś jest miejscem spotkań. Kilka lat temu był remontowany i dziś niestety nie widać już zagłębienia w którym znajdowała się głowa winowajcy, ale takowe kiedyś tam było.

Winowajca spędzał przywiązany do pręgierza cały dzień.
Ofiara nie była nikomu znana. Zresztą była ofiarą, więc kogo obchodziła?
Dziś to ofiara traktowana jest często gorzej niż przestępca. "I jak ja w ogóle mogłam"! Wiele osób pisało, że to ja powinnam być pociągnięta do odpowiedzialności.
Niby mamy XXI wiek, a trudno o większy absurd.

___________

* Sprostowanie dla ekonomicznych nazistów: oczywiście nie jest to w 100% spółka Skarbu Państwa, tylko spółka, w której SP ma swoje udziały