piątek, 23 marca 2018

LinkedIn - profesionalny portal do szukania pracy i pracowników. Czyżby? A może dziewczyny do towarzystwa?


Artykuł ten dedykuję wszystkim rekruterkom i rekruterom. Myślę, że może to być swego rodzaju case study. Liczę też, że jakoś odniesiecie się do tekstu i napiszecie mi coś, co może spowodować, że jeszcze uwierzę w ten świat.

Kiedy kilka lat temu wchodziłam na rynek pracy (nie, wbrew pozorom nie mam 25 lat i nie skończyłam studiów wczoraj) w czasie pisania pracy magisterskiej z Zarządzania Wielkopowierzchniowymi Obiektami Handlowymi (jestem min. po Zarządzaniu Przedsiębiorstwem), jeden z dyrektorów, który udzielał mi wywiadów do pracy, ponieważ książek na ten temat nie było, zaproponował mi stanowisko asystentki, żebym miała łatwy dostęp do wiedzy i dokumentacji do swojej pracy dyplomowej.

Kiedy jeden z kolejnych wywiadów odbył się w jego biurze w sobotę rano, gdzie, poza mną i jego aktualną asystentką (mogącą być spokojnie pretendentką do nagrody Miss Polonia - wysokie, szczupłe i zgrabne dziewczę z długimi blond włosami... Ubrane w krótką, czerwoną spódniczkę w szkocką kratkę) zrozumiałam, że poza podstawowymi zadaniami asystentki, typowymi dla tego stanowiska, część czasu będę musiała spędzić pod biurkiem.

Chwilę później inny pan dyrektor chciał odebrać sobie honorarium polecając mnie do pracy, którą dostałam.

Po tych dwóch sytuacjach moje szukanie pracy było naprawdę upośledzone, bo bałam się, że tak wygląda wszędzie. W końcu przekonałam się, że tak nie jest, że są ludzie normalni, a ja po prostu dwa razy źle trafiłam i tyle.

Dziś otrzymałam na LiN propozycję pracy na stanowisku osobistej asystentki. Oferta zawierała dopisek:

"Poza powyższym zakresem obowiązków, raz w tygodniu, spotkamy się po pracy, albo wyskoczymy gdzieś na weekend".

Oraz dodał opis swojej osoby (nie ma ani nazwiska ani zdjęcia na profilu LinekdIn) oraz poprosił o przesłanie CV oraz "jakiejś fotki".

"Info" o procesie rekrutacji miał zdradzić zainteresowanym.

Czyżby ów pan (zresztą młodszy ode mnie) zainspirował się filmem "50 twarzy Greya", (którego nie oglądałam, ale każdy o nim słyszał, ja również, więc wie, co autorka, czyli ja, ma na myśli)?

A teraz na serio: LUDZIE, CZY TO JEST NORMALNE?! CZY NAPRAWDĘ KOBIETA PO ZARZĄDZANIU NIE MOŻE LICZYĆ NA ZNALEZIENIE NORMALNEJ PRACY?! MAM JUŻ TEGO NAPRAWDĘ DOŚĆ!

I znowu zaczynam się bać, bo widzę, że procent takich sytuacji w stosunku do normalnych sytuacji jest zbyt duży, żeby zdarzało się to tylko czasem.