piątek, 23 marca 2018

Motywacja dla nie-pracowników



LinkedIn przypomina mi czasem bieg rowerowy podczas Akademickich Mistrzostw Polski MTB (nie każdy sport, w którym odbywa się rywalizacja rządzi się takimi prawami, narty takie nie są, ale rower jest wyjątkowy).

Wszyscy mają do przebycia taką samą trasę - dojechać do mety. Wygra tylko pierwsza trójka, ale w tym przypadku liczy się udział, który jest wart niewiele mniej od samego medalu.
Każdy ma inne predyspozycje, ale taki sam cel.
Najdurniejszy jest moment do rozgrzewki, kiedy organizm zaczyna odmawiać posłuszeństwa i kiedy wydaje ci się, że nie dasz rady. Ale wiesz, że musisz, bo jeśli teraz się poddasz, będziesz żałować do końca życia.

I wtedy, podczas wjeżdżania pod kolejny stok nagle twój organizm przekraczasz tę magiczną barierę zmęczenia, po której z nagle lecisz dalej z łatwością.
A wokół ciebie inni zawodnicy - jedni już w tym samym trybie, inni jeszcze nie.

Ktoś się przewraca, spływa z urwiska razem z błotem, ale ktoś inny staje i podaje mu rękę, pyta, czy wszystko w porządku i możemy jechać dalej. My, mimo, że każdy ma swój własny cel i swoją własna metę. Pada "my", bo cel jest jeden.

Ktoś pojawia się znad urwiska, widząc, jakie są warunki płynnie mija błoto i jedzie dalej, ale głośno woła dopingując "wstawaj! dasz radę! jedziemy dalej!"
To tylko słowa, ale w tym momencie mają niezwykłą moc.

Wszyscy ruszają dalej, znów rozpędzając się na zboczu kamienistej góry, żeby zwolnić przed kładką, którą jedzie się gęsiego.
Tu nie ma wygranych i przegranych. Tu są tylko walczący i wygrani, którzy po trzecim okrążeniu ostatecznie przetną linię mety.

Wiele się mówi o motywowaniu pracowników, ale nic nie mówi się o motywowaniu nie-pracowników. A motywacji potrzebuje każdy z nas.

***

W tym tygodniu obchodziłam swoje znaczące w życiu urodziny. Chciałam z tego względu zrobić podsumowanie dotychczasowych osiągnięć, ale skończyło się na czystej kartce i spadku nastroju.
Nie miałam co na nią wpisać.
To nie tak miało być. Nie dotarłam do mety w założonym czasie, który właśnie minął.


Z pomocą przyszedł LinkedIn, portal pełen ludzi, którzy chcą tworzyć i wciąż iść do przodu. Jedna z takich osób wsparła mnie w jednej z zakulisowych rozmów, które odbywa chyba większość z nas z nas z poznanymi tu osobami.
Dziękuję.