piątek, 23 marca 2018

"Nawet świnka może wejść na drzewo, kiedy jest chwalona", czyli coś o motywowaniu



Oglądanie filmów to dla mnie tortura, więc jak już najdzie mnie na to ochota, oglądam je po czesku, przy okazji podtrzymując znajomość tego języka na jakimś tam poziomie.

Dziś dziwnym trafem naszła mnie ochota na film, a mój palec "maszyny losującej" zatrzymał się na tytule "Full out" (pol. "Obrót życia"*, 2015). Okazało się, że jest to film oparty na fakcie, opowiadający historię Ariany Berlin, gimnastyczki.
Nie mam na koncie zbyt dużej ilości obejrzanych filmów, nie mniej jednak nigdy wcześniej nie oglądałam żadnego tak motywującego. Poniższe cytaty pochodzą właśnie z niego.

Ariana Berlin swoją karierę akrobatki rozpoczęła w wieku 3 lat.
O rok wcześniej niż ja – narciarstwo.

Jej marzeniem było wystąpić na olimpiadzie i pójść do collage'u UCLA (University of California, Los Angeles) znanego z najlepszych drużyn gimnastycznych.
Ja, tak jak tata, miałam być olimpijczykiem.

Nekdy musite spadnout nez zacnete letat
(Czasami musisz spaść, zanim zaczniesz latać)

Ariana uległa ciężkim obrażeniom w wypadku samochodowym, po którym lekarze przekreślili jej dalszą karierę sportową.
Mi w wieku 14 lat, gdy w końcu polubiłam narciarstwo, zaczęły boleć kolana. Stało się to po tym, jak odbyłam swój pierwszy trening na tyczkach.
Po licznych badaniach okazało się, że problem tkwi w kręgosłupie.

Moi rodzice nie ograniczyli się do jednego lekarza, ale wielu potwierdziło diagnozę - zwyrodnienie kręgosłupa. Pamiętam, jak jeden z lekarzy, patrząc na moje kolejne z rzędu zdjęcie rentgenowskie, głośno wyraził swoje zdziwienie, że przyszłam do niego na własnych nogach. Uważał, że dawno już powinnam jeździć na wózku.

Pamiętam jak dzień po badaniu zeszłam rano do kuchni, gdzie zastałam swojego brata jedzącego śniadanie. Swoim sposobem zapytał mnie „co tam?”. Odpowiedziałam, że już nigdy nie będę mogła jeździć na nartach. I się rozpłakałam, bo wtedy właśnie dotarło do mnie to, co powiedziałam.

Zakazano mi wszelkich sportów. Dostałam permanentne zwolnienie z WF-u. Wtedy bóle kręgosłupa się nasiliły, a wciąż jeszcze migoczące gdzieś z tyłu głowy marzenie o AWF-ie i zostaniu trenerką fitness zostało całkiem unicestwione.

Ale mój ojciec nie dawał za wygraną. Nie wierzył, że tak o nagle może być koniec. Trenował mnie mimo że kolana bolały. Mimo że każdy niefortunny upadek mógł zakończyć się bardzo źle, ale bez nart moje życie to nie byłoby życie.

Pamiętam, jak po jednej, poważniejszej wywrotce leżąc na plecach na idealnie ubitym stoku w pełnym słońcu sprawdzałam, czy ruszam palcami u stóp.

Ponieważ zalecono mi pływanie, na wakacje wysłano mnie na sportowy obóz pływacki.
Tam w końcu nauczyłam się dobrze pływać.

Rok później pojechałam na obóz żeglarski. Nie wolno było ani biegać, ani skakać. Generalnie nie wolno mi było robić nic, dlatego żeglarstwo było jakimś rozwiązaniem.
Pewnego dnia nie wytrzymałam patrząc, jak moi rówieśnicy grają w koszykówkę - jedyną grę zespołową, którą uznaję. Ponieważ na obozie nie było mojej mamy, która mogłaby mnie upomnieć i przypomnieć o moim kalectwie, dołączyłam do nich.
Do końca obozu biegałam i skakałam, a po powrocie ze zdziwieniem stwierdziłam, że bóle kręgosłupa, jak również kolan "ucichły".

Ponieważ pływanie było dalej zalecane, ojciec regularnie zabierał mnie na basen.
Po roku trenowania pływania pojechałam na zawody pływackie.
Przed startem wdałam się w dyskusję z innymi zawodniczkami, dla których zawody były chlebem powszednim. Nastraszyły mnie, że nie będę mogła startować z "miejsca/z wody", czyli siedząc w wodzie pod startowym słupkiem, ale każdy start zaczyna się skokiem na główkę...
Nie konsultując tego z organizatorami, przed startem weszłam na słupek i skoczyłam.

Ponieważ nigdy w życiu nie skakałam na główkę, nie miałam pojęcia o technice, przegięło mnie, straciłam oddech i dopiero wtedy naprawdę uszkodziłam sobie kręgosłup.
Przez parę kolejnych dni ledwo chodziłam, bo ból był nie do zniesienia.

Nikdy nevíte co vam zivot pripravuje
(Nigdy nie wiesz, co przygotowuje dla ciebie życie)

Ariana Berlin, kiedy wybudziła się ze śpiączki i po dziesięciu tygodniach mogła wreszcie opuścić szpitalne łóżko, trafiła na niesamowitą rehabilitantkę. Rehabilitantka ta, poza metodami coachingowymi, ale zaczerpniętymi z tego pierwotnego, sportowego coachingu, zastosowała kilka niekonwencjonalnych rozwiązań.

Mi natomiast zalecono serię ćwiczeń wzmacniających mięśnie brzucha i pleców. Z nudów ćwiczenia wzbogacałam kolejnymi, wspierając się książkami, bo Youtube'a, jak to się mówi, nie było jeszcze nawet w planach, a Ewa Chodakowska nie wiedziała nawet, że będzie studiować Stosunki Międzynarodowe na UW, o AWF w Atenach nawet nie wspominając.

Zaczęłam sama tworzyć układy ćwiczeń fitness, które nie obciążały kolan, ani kręgosłupa.

- Jestli neco chces, musis za tim bojovat.
- A co, když to co bych chtěla už není dal možni?
- Kdyz se ti dvere zabouchnou pred nosem, musíš jist zadnim vchodem.
- A co, kdyz neni zadni vchod?
- Tak tam vlez oknem! Vzdycky se najde cesta.

(- Jeśli coś chcesz, musisz o to walczyć.
- Co, jeśli to, co chciałam robić, nie jest możliwe?
- Jeśli drzwi zatrzasną ci się przed nosem, musisz wejść tylnym wejściem.
- A co, jeśli nie ma tylnych drzwi?
- No to wejdź oknem! Zawsze znajdzie się droga).

Dziewczynie zajmującej się rehabilitacją Ariany udało się zmotywować byłą lekkoatletkę do ćwiczeń i doprowadziła ją do pierwotnej formy. Ariana znów mogła normalnie chodzić.
Mój ojciec również nie dawał za wygraną. Wierzył, że pójdę w jego ślady. Przez jego upór znów znienawidziłam narty, a każdy wyjazd w góry był dla mnie jak kara.

Chciałam jeździć na desce snowboardowej, jak inni, ale ojciec się nie zgadzał. Każde wyjście z auta po dotarciu na miejsce, do kurortu narciarskiego zaczynało się awanturą, ale ostatecznie i tak nie miałam wyboru. Wkładałam narty i szłam na stok.

W filmie "Fall out" pojawia się dwóch trenerów (z angielska coachów), którzy byli bardzo mocno mocno angażowani w dobro swoich podpieczonych. Ich sposób motywacji i podejścia do pracy z młodymi sportowcami był godny pochwały i naśladowania.
Ci trenerzy dawali z siebie wszystko, by ich podopieczni zrobili to samo dla siebie w kwestii sportu – dawali z siebie wszystko.

Obserwując ich znów nabrałam ochoty, by zrobić studia podyplomowe właśnie z coachingu tylko po to, by w przyszłości móc lepiej motywować swoich pracowników (metod motywowania pracowników różnych grup zawodowych pisałam jedną ze swoich prac dyplomowych).

Wspomniana już rehabilitantka Ariany wciągnęła ją w taniec hip-hop/breakdance robiąc z niej trenerkę dla swojego zespołu tanecznego.
Ja na II roku studiów dostałam się do drużyny narciarskiej AZS przy Politechnice Wrocławskiej i pojechałam na swoje pierwsze zawody.
Parę miesięcy później wystartowałam w Akademickich Mistrzostwach Polski MTB Cross Country, ale to był rower.
Nie narty.

Rok później wzięłam udział w Akademickich Mistrzostwach Polski w Narciarstwie Alpejskim.
Nie miałam najmniejszych szans z prawdziwymi zawodniczkami, ale za każdym razem stojąc przed bramką startową z kijkami przełożonymi przez nią i czekając na znak, że mogę jechać, miałam nadzieję, że może jednak mi się uda.
I zawsze dawałam z siebie wszystko.

Ariana Berlin po dwóch latach od wypadku wróciła do pełnej formy i wystartowała na olimpiadzie.
Tak, jak marzyła.

Ja z mistrzostw do domu wróciłam na tarczy. Wiedziałam, że nigdy nie dorównam ojcu i nie byłam z tego powodu zadowolona.
O dziwo ojciec był ze mnie dumny. Jak nigdy. Powiedział mi wtedy, że to nie medal się liczy, ale sam udział w mistrzostwach.
Wtedy dopiero dotarło do mnie, że brałam udział w Akademickich Mistrzostwach Polski w Narciarstwie Alpejskim.
Wtedy też ojciec dał mi spokój w kwestii nart, ale moja wola walki została.

Miałam pełny doping, ale już nie wymagano ode mnie niczego na siłę. Wtedy narty stały się moje i tylko moje, bo ambicja ojca została zaspokojona.

W 2010 Ariana Berlin pomogła swojej drużynie gimnastycznej zająć 6-ste miejsce w Międzynarodowych Mistrzostwach Szkół Wyższych.
A ja w 2010 po raz ostatni wzięłam udział w Akademickich Mistrzostwach Polski w Narciarstwie Alpejskim.
Później nie miałam już z kim jeździć.

Vsichni mame sve vzestupy a pak, ale to jak se s nimi vypořádate uračuje kdo vlastne jste. Musite delat veci o kterych si myslite ze je nedokazete.
(Wszyscy mamy ich wzloty, ale to jak potem sobie z nimi radzisz pokazuje to, kim jesteś. Musisz robić rzeczy, o którym myślisz, że nie podołasz).

W kwestii biznesu i prowadzenia firmy nie miałam jednak żadnego dopingu. Wszystkie moje decyzje odnośnie prowadzenia firmy zamiast szukania pracy (które było upośledzone z przyczyn opisanych w tym artykule) kończyły się krytyką i poniżaniem. Mówiono mi (zresztą słyszę to do dziś), że robię głupie (w znaczeniu „nieambitne”) rzeczy.

Oglądając film i przypominając sobie swoją historię, aż ciężko mi uwierzyć, że dałam radę.
Swoją wolę walki potrafiłam przełożyć na studia, gdzie kilka razy prowadzący nazwali mnie fighterem (studiowałam po angielsku).

W najbliższe wakacje, o ile znów mocno nadwyrężony kręgosłup pozwoli mi na to, chcę znaleźć grupę chętnych do ruchu dziewczyn i zorganizować wspólne treningi fitness w parku, bo nie potrafię zrezygnować z marzenia o zostaniu trenerką fitness.

Jeśli chodzi o moją firmę – po raz kolejny widzę, że stwierdzenie, że nawet świnka może wejść na drzewo, kiedy jest chwalona jest bardziej trafne i mądrzejsze niż komukolwiek mogłoby się wydawać.

___________
* W języku angielskim jest to określenie figury złożonej z trzech figur: rundaka, fiflaka i salta. Każda z tych figur na zawsze pozostała dla mnie w sferze marzeń, kiedy przez chwilę trenowałam akrobatykę.