środa, 2 maja 2018

O co chodzi z tym całym zamieszaniem wokół magazynu VOGUE Polska



Vogue powstał w 1892 roku. Miał jednak inną formę niż dziś. Obecnie jest najbardziej prestiżowym magazynem o modzie na świecie. Mimo wielu prób zajęcia jego miejsca ze strony innych magazynów (m.in. Harper's BAZAAR), Vogue niezmiennie nie schodzi z piedestału.

Na czym polega fenomen tej gazety

Magazyn VOGUE przyjął dość specyficzną formę. Praktycznie w 90% wypełniają go reklamy. Jednak to, jak powstają i czym są jest kluczem do sukcesu magazynu. Vogue zatrudnia najlepszych stylistów i fotografów i sam decyduje, kto się w nim zaprezentuje.
Znane marki odzieżowe chcąc wypromować się w VOGUE'u po prostu zlecają redakcji reklamę, a pismo samodzielnie zajmuje się jej realizacją. Styliści decydują o tym, który element garderoby i w jakiej kompozycji zostanie zaprezentowany. Fotograf wybiera modelkę i tworzy całą koncepcję.




Zdjęcia reklamowe, podobnie zresztą jak wszystkie zamieszczane w magazynie, to majstersztyk fotograficznego kunsztu. Gotowa sesja reklamowa jest arcydziełem, które można kontemplować jak sztukę. 
Prezentowana na zdjęciu marka, poza cudowną reklamą, ma pewność, że takiej publikacji czytelnicy nie znajdą w żadnym innym czasopiśmie. I właśnie to sprawia, że VOGUE, mimo tak pokaźnej ilości reklam jest kupowany. I, jak na ironię właśnie te reklamy są tu przedmiotem pożądania czytelników na całym świecie.





Ekspansja „ctrl+C” „ctrl+V”

Z czasem VOGUE rozpoczął ekspansję otwierając redakcje w innych regionach świata, kopiując system. Obecnie pismo dostępne jest w 22 krajach.
Co prawda część reklam i zdjęć adoptowanych jest z amerykańskiego wydania, ale poszczególne oddziały magazynu mają częściową autonomię. Ich redaktorzy naczelni zajmują się nadzorem produkcji zgodnie z kulturą danego kraju. System ten doskonale przedstawia w swojej książce "VOGUE. Za kulisami świata mody" była redaktor naczelna VOGUE Australia, Kirstie Clements, która przez 13 lat (od 1999 do 2012) żyła życiem tego magazynu.



Inną doskonałą publikacją zdradzającą kulisy VOGUE'a, ale tego oryginalnego, amerykańskiego jest powieść Lauren Weisberger "Diabeł ubiera się u Prady" lepiej znana z ekranizacji z Meryl Streep i Anne Hathaway w rolach głównych. Tytułowym diabłem jest nikt inny jak Anna Wintour, piąta w historii magazynu redaktor naczelna, która dla czasopisma pracuje od 1983 roku, a obecne stanowisko, stanowisko redaktor naczelnej, piastuje od roku 1988.




W Polsce coś poszło nie tak. Co?

Okładka pierwszego, polskiego wydania VOGUE była w mediach mocno krytykowana. Nie da się ukryć, że odstawała od tych sztandarowych dla pisma. Ale powodów jej krytyki było kilka. Kontrowersji również, ponieważ
- zdjęcie nie zostało poddane absolutnie żadnej obróbce
- wykonał je zagraniczny fotograf, Jurgen Teller (dlaczego nie polski?)
- kadr jest krzywy, czyli Pałac Kultury wygląda jakby chciał konkurować z Krzywą Wieżą w Pizie.
Dobrze, że przynajmniej modelki na okładce (Małgorzata Bela i Anja Rubik) są Polkami, aczkolwiek żadna z nich urodą nie grzeszy. Być może wydawca nie chciał wpędzać naszych krajanek w kompleksy.




Według mnie sposób, w jaki modelki stoją jest zbyt "amerykański". Ich pozy, z których bije nadmierna i niczym nie uzasadniona pewność siebie nijak, współgrają z krajobrazem bólu i rozpaczy, który maluje się w tle. Jak ktoś ładnie skomentował, Małgorzata Bela (z lewej) wygląda jakby się obraziła, bo ktoś właśnie wyrwał jej z rąk balię z praniem.

Czarne auto, Wouga, zdecydowanie nie z tej epoki, czarne stroje (płaszcze? Z tej odległości nie widzę) oraz lubiany przez wszystkich Pałac Kultury w tle kojarzy mi się raczej z zaborami, a panie - z Gestapo.
Przepraszam za brutalnie silne porównanie, ale... No takie jest moje skojarzenie patrząc na tą okładkę. Gdzie tu luksus?

Lepiej się śmiać, niż płakać

W wydawaniu negatywnych osądów co do okładki pierwszego wydania VOGUE Polska nie byłam osamotniona. W sieci pojawiło się sporo zabawnych przeróbek. Jedna z bardziej udanych była autorstwa fotograf Agnieszki Seidel-Kożuch (poniżej).
Inna skoncentrowała się na problemie czystości powietrza, aktualnym każdej, polskiej zimy.







Jednak najbardziej przemawia do mnie okładka z Hansem Klosem pozostająca w klimatach Polski powojennej, na której znajdujące się zajawki artykułów treściwie określają współczesną "modną" papkę, którą Filip Hajzer obnażył w pełnej krasie w swoim materiale ośmieszającym blogerów tzw. "modowych".  

W tym VOGUE'u nie ma VOGUE'a

W Ameryce VOGUE to pismo pełne zdjęć i stylizacji. Reklamują się w nim najważniejsze marki odzieżowe i "dodatkowe" (torebkowe, obuwnicze, biżuteryjne). Zdjęcia się wręcz kontempluje. Biorąc do ręki VOGUE bierze się luksus. 

W polskim wydaniu nie widać stylu, nie ma mody i luksusu, który bije z każdej innej wersji magazynu. Tego nie widać. Tego tu po prostu nie ma. W zamian mamy natomiast skojarzenia fotografa z Polską. Są więc pierogi, jest kapusta i ziemniaki... Oraz puszczalska polka. Niestety, ale zagranicą Polki słyną z rozwiązłości i tego pan fotograf, Jurgen Teller, na swoich zdjęciach nie pominął.







Kapusta i ziemniaki, czyli luksus po Polsku

Polskość w czystej postaci. Ale gdzie ten luksus? Dlaczego nie ma schabowych, żeberek czy kaczki? 
Bynajmniej nie są to zdjęcia, które się kontempluje, które zachwycają i inspirują.

Jedne zdjęcia są lubieżne, inne artystycznie... Głupie. Jako właścicielka kilku marek własnych nie byłabym zadowolona z takich realizacji promujących mój produkt, natomiast jako marketer zastanawiam się, czy lubieżne pozy modelki, na której prezentowane są ubrania nie odbiją się negatywnie na wizerunku samych marek, które owe fotografie mają na celu promować.







Ostatnie zdjęcie to mój wczorajszy obiad. Stwierdziłam, że doskonale wpisuje się w klimaty pierwszego wydania Vogue Polska oraz z nim uzupełnia, gdyż u mnie zabrakło ziemniaków.

Całą zawartość magazynu omówiłam dokładnie na video na swoim kanale na Youtube. 

Polski VOGUE w ogóle nie jest... Vogue!  U nas, obok reklamy Porshe pojawia się RESERVED. Czekam tylko na reklamę masła. Może pojawi się w którymś z kolejnych numerów. W końcu, przez swoją utrudnioną dostępność produkt ten będzie się mógł niedługo ubiegać o status luksusowego. I co z tego, że masło można kupić w każdej Biedronce, skoro Wittchen dystrybuowany jest przez sieć Lidl.
Można? Można, a Polak potrafi... Nawet dobro luksusowe wprowadzić do dyskontu.

Miejmy nadzieję

Drugie wydanie również nie zaskoczyło pozytywnie swoją okładką. Wygląda na to, że polski wydawca nie rozumie sensu pisma VOGUE. W przypadku Playboy'a było tak samo, ale wyszło na dobre (bo tam mogło tylko wyjść na dobre) i przez parę/paręnaście lat mieliśmy na polskim rynku naprawdę luksusowy magazyn z klasą.
W przypadku Vogue jest na odwrót.
Jest źle.



Domeną Polaków jest jednak posiadanie ogromnych pokładów nadziei, których i mi nie brakuje. I dlatego wciąż jeszcze tkwię w tej naszej, od 1992 roku już nie szarej rzeczywistości, zamiast spakować manatki i wrócić zagranicę i korzystać ze zdobytego w Polsce wykształcenia, którego wielu na zachodzie może tylko pozazdrościć.

Mam więc nadzieję i czekam na luksusowe, polskie wydanie Vogue.