czwartek, 30 sierpnia 2018

"Jak robi się hajsy za granicą" - case study, tj. studium przypadku



Case study z bardzo ciekawego doświadczenia dotyczącego tego, jak (przepraszam za kolokwializm, ale ciężko mi to inaczej nazwać) "jak robi się hajsy za granicą", w EURO.

We wtorek wieczorem (w czasie mojego "relax time") pewna Portugalka mieszkająca w Londynie wysłała mi zaproszenie do znajomych. Ponieważ Facebook to nie LinkedIn, zwykle takie zaproszenia ignoruję, ale zainteresował mnie jej profil. Dziewczyna pracowała w Google, a obecnie zajmuje się "pomaganiem ambitnym kobietom w budowaniu własnych startupów i biznesów online". Bardzo dobry sposób na połechtanie ega kobiety.

Na Facebooku oczywiście zdjęcia z przemówień, z mikrofonem, w tle - wielki ekran z prezentacją. Wyobraźnia podpowiada, że sala, w której występowała owa kobieta była ogromna, a tłum ją słuchający - nieliczny.
Dobry sposób na uwiarygodnienie jej osoby.
Zapytałam więc, czy jej zaproszenie do znajomych jest omyłkowe, czy celowe i jak mogłabym jej pomóc.
Okazało się, że celowe. Sprytnie wyhaczyła mnie w grupie na Facebooku dotyczącej biznesu and here we are!
Od razu przeszła do konkretów... Sprzedażowych konkretów: czy w najbliższym czasie planuję ruszyć ze swoją firmą online.

Zaproponowała niezobowiązującą rozmowę, której cele było wybadanie, czy miałybyśmy jakiekolwiek pole do współpracy, czyli czy ona mogłaby mi w czymkolwiek pomóc. Jak stwierdziła, ma podłoże techniczne (hmmm so do I!), wcześniej pracowała w Google (dokładnie tak, jak mówi jej profil publiczny na Facebooku), a teraz chce pomagać kobietom w kwestiach związanych z technologią, w zwiększaniu ich przychodów, badaniu produktów, rozumieniu mierników i w definiowaniu modelu biznesowego.

Nie da się ukryć, że chce mi pomóc w tym, czym sama się zajmuję. Ale to dobrze. Lubię jak odzywają się do mnie osoby zajmujące się tymi samymi rzeczami, bo mogę bez wysiłku zobaczyć, w jaki sposób pracują.

"Moim celem jest pomóc kobietom takim jak ty samemu rozwijać się samodzielnie, rozwijać start online i osiągnąć pożądaną swobodę i elastyczność".
Znów połechtanie ego, a czytając to, aż się wyprostowałam.
Stwierdziłam, że to wszystko brzmi bardzo dobrze, więc zapytałam od razu, ile to kosztuje.

Oczywiście odpowiedzi konkretnej nie dosyłam, bo wszystko zależy od potrzeb klienta.
- Zazwyczaj zaczynam od bezpłatnej 45-cio minutowej rozmowy ("sesji strategicznej", jak to ujęła), podczas której omawiamy wszystkie problemy, potrzeby, a następnie omawiamy cenę. Czy to też brzmi dla ciebie dobrze?
- W zasadzie tak. (Ciekawość - pierwszy stopień do... Wiedzy! Pomyślałam więc, że chętnie poświęcę te 45min i dowiem się, jak owo dziewczę z Portugalii działa).
- Doskonale! W takim razie zarezerwuj sobie "sesję strategiczną" ze mną na formularzu, w którym musiałam podać swój Skype-login oraz e-mail.
Dzięki czemu zyskała mój... E-mail!

Zagadałam do niej jeszcze w kwestii Lizbony, ale bardzo skrzętnie zmieniła temat i wróciła do zagadnień biznesowych - od razu spróbowała dodać mnie na Skypie, z którym wystąpiły typowe problemy, więc poprosiła o adres e-mail do tegoż komunikatora.

Jak wszystko się powiodło, szybko zakończyła rozmowę.
Na drugi dzień odbyłybyśmy dokładnie 45 minutową "sesję strategiczną" przez Skype'a.
Wypytała mnie o mój biznes oraz cele finansowe. Kiedy czas zbliżał się do 45 minuty, od razu po tym zaproponowała mi 8 tygodniowy program treningowy, który POMAGA AMBITNYM KOBIETOM w zbudowaniu własnego startupu online, żeby stały się NIEZALEŻNE FINANSOWO.
Cudnie. Wiadomo.

- No dobrze, ale czy ten kurs będzie dostosowany do moich potrzeb? Konkretnie do mojego pomysłu na biznes? Czy w ogóle będzie miał rozgraniczenie na usługi lub produkty?

Na to pytanie odpowiedzi nie dostałam. Za to dziewczyna jak mantrę powtórzyła, ile mi to da i jak świetnie będę przygotowana "do życia" i bycia przedsiębiorcą jak tylko go ukończę.

W końcu podała mi też cenę za tydzień kursu, która wyniosła 2800 EUR.
Następnie podkreśliła, że jeśli zdecyduję się do końca dnia, cena będzie korzystnie niższa i wyniesie tylko... 2800 EUR.

Nie wiem, o ile 2800EUR to mniej niż 2800EUR, ale najwyraźniej do tego nie wystarcza tylko dyplom inżyniera Politechniki Wrocławskiej. Tu potrzeba magistra matematyki.



Ponieważ pomyślałam, że dziewczyna robi fajne rzeczy, stwierdziłam, że może przyda mi się kontakt do niej w przyszłości, jakbym w przypływie nadmiaru czasu chciała rozszerzyć cykl wydarzeń Moda na Biznes na skalę europejską (pominę fakt, że obecnie nie mam czasu nawet na organizowanie go lokalnie) i będę potrzebować mówcy.

Ogólnie starałam się zakończyć rozmowę jakoś bardziej ludzko i przyjacielsko, ale dziewczyna była nastawiona tylko na cel.

Wiem, że w biznesie tak trzeba, ale jak wiedząc już, że nie będę jej klientką i wiedząc, dlaczego na koniec dodała, że mimo wszystko ustali mi tą promocyjną cenę na 2800EUR do końca dnia, żebym, jeśli zmienię zdanie, mogła opłacić jej usługę.
Gdy minęło 45min, od razu zakończyła rozmowę.

Po południu zalogowałam się do swojej poczty elektronicznej (której adres musiałam podać w formularzu ustalania godziny rozmowy na Skypie) i zobaczyłam wezwanie do zapłaty przez PayPal na kwotę 2800EUR.

Pomyślałam, że nie wiem nawet, czy do tej pory ta kobieta komuś pomogła, czy ma jakieś inne klientki, które faktycznie po skorzystaniu z jej usługi osiągnęły jakiś sukces. Nie wiem, czy w ogóle ten kurs istnieje. Nie ma przecież żadnej strony internetowej, nic!

A ja, naiwna, tak silny nacisk od zawsze kładłam na portfolio, żeby uwiarygodnić przed klientem swoje działania, efekty i korzyści.

Poza tym z większością swoich klientów jestem w relacjach przyjacielskich. Relacja jest dla mnie nie mniej ważna niż cel biznesowy. A jedno drugiego wcale nie wyklucza.

Więc oto jak robi się hajsy za granicą.
Ku inspiracji i przestrodze.