środa, 11 grudnia 2019

Czy twoje cele są faktycznie twoimi celami?




Człowiek, wbrew pozorom, nie stwarza sobie celów. Narzuca mu je czas, w którym się urodził, może im służyć albo buntować się przeciw nim, ale przedmiot służby czy buntu jest dany z zewnątrz. Aby doświadczyć całkowitej wolności poszukiwania celów, musiałby być sam, a to się nie może udać, gdyż człowiek nie wychowany wśród ludzi nie może się stać człowiekiem.

Taką tezę postawił w latach 1959-60 Stanisław Lem w swoim dziele pt. "Solaris".

W tym roku przestałam być Cyfrowym Nomadą i osiadłam w jednym miejscu. Niedługo na swoim kanale na YouTube opublikuję o tym wideo wraz z kilkoma wnioskami.
Powyższy cytat jednak mocno wiążę się z tym, do czego doszłam podczas zeszłorocznej, samotnej (i jednodniowej, bo to zaczyna już brzmieć zbyt poważnie) wyprawy w góry.
I faktycznie owa chwilowa samotność pomogła mi określić co jest tymi celami narzuconymi z góry przez i na środowisko przedsiębiorców, a co jest faktycznie tym, do czego sama dążę.

W tym momencie czytam biografię Sama Waltona, "Amerykański Sen" (twórcy sieci Wal-Mart), który również wyłamuje się z ram i celów już wówczas, w latach '50 ubiegłego wieku, ściśle kojarzonych, czy wręcz wiązanych z przedsiębiorcami.

Jednym ze stereotypów jest to, że przedsiębiorca zawsze jest bogaty i śpi na materacu wypchanym pieniędzmi. Drugim - że powinien jeździć drogim samochodem.
Ja jeżdżę najdroższym autem... memu sercu, które nie raz zostało mocno skrytykowane przez osoby, które w ogóle aut nie posiadają, a docinki wiązały się z tym, że przecież jestem przedsiębiorcą, więc powinnam jeździć czymś... Czym wypada jeździć przedsiębiorcy, tj. Audi lub BMW.

Mało kto również widział moje auto, nie mówiąc już o tym, jak ciężko wyobrazić sobie 20 i pół letni samochód z przebiegiem niecałych 33tys. km.
Ale moim celem nie jest posiadanie super samochodu. Nawet nie do końca o takim marzę, wiedząc, ile bólu kosztuje mnie każda rysa na lakierze, którą fundują mi obcy, nieostrożnie parkując swoje nieukochane auta, czy też, jak przytrafiło mi się ostatnio, celowo przebijając oponę... Która w moim aucie na szczęście nie kosztuje tyle, co wyjazd na narty Alpy.

Bo w tym "ambitnym" biznesie chodzę, chodzę pieszo, ewentualnie jeżdżę rowerem.
Samochód służy mi do tego zaplecza biznesowego i robi za ciężarówkę.
W ostatnią sobotę mój sedan ostatecznie i podważalnie udowodnił, że jest ciężarówką przewożąc na świąteczny Jarmark Dobroci do Szklarskiej Poręby mnie oraz wszystko to, co widać na poniższym zdjęciu.




Moje stoisko, już po rozstawieniu wyglądało tak:



Kolejnym aspektem, który również wspomniałam we wspomnianym wcześniej wideo jest mieszkanie. Mieszkając w wielkim domu z ogromem można być znacznie mniej szczęśliwym, (bądź w ogóle nieszczęśliwym), niż lokując w mieszkaniu wielkości schowka na szczotki bez centralnego ogrzewania i niemalże prowizoryczną łazienką, czego sama niedawno doświadczyłam.

Zatem, zbliżając się nie tylko do świąt Bożego Narodzenia, ale i końca lat nastych XXI wieku zastanów się nad odpowiedzią na pytanie, do którego zadania zainspirował mnie Lem na podstawie swojej postawionej 80 lat temu tezy: czy twoje cele są faktycznie twoimi celami?