sobota, 4 kwietnia 2020

Kryzysowy apel polskich prszedsiębiorców




Taki post zamieścił na swoim profilu na Facebooku mój dobry znajomy.
Nie ma firmy, ale chciał w ten sposób pokazać, ze rozumie polskich przedsiębiorców, szczególnie tych małych i jest gotów je wspierać.
Mnie wspiera: dopingiem, inspiracjami, dobrym słowem, rekomendowaniem znanych mu produktów, które oferuję i przede wszystkim wiarą, że mi się uda.




Czytając to, chciało mi się płakać.
To czysta prawda i sama prawda. A było to tak…

Na początku straciłam dużą część znajomych, a moje rodzeństwo zaczęło warczeć.
Wszyscy z rodziny było przeciwko, nie miałam ŻADNEGO WSPARCIA, a słowa, NIEUSTANNE słowa krytyki i zniechęcanie znacznie utrudniało sprawę.

Kiedy pojawił się pierwszy sukces, ale nie pieniądze, bo to dwie różne rzeczy. To, że produkt pojawił się w T.V.,czy napisała p tym lokalna prasa to sukces, a nie wpływy na konto, pozbyłam się kolejnej puli znajomych.
Na jakąś większą wartość przełożył się tylko jeden artykuł w gazecie, (który ostatnio publikowałam ze wspomnień). Zyskałem jedno zamówienie i przyjaciela, w którego zamienił się zleceniodawca tego jednego zamówienia oraz jedne telefoniczne gratulacje, które były niezwykle miłe i niespotykane.
Minęło 7,5 roku.

Nadal nie mam nic i to widać. Mam znacznie mniej niż ci, którzy poszli na etat, mają ciepłe posadki i ubezpieczenie.
Może te
raz jest im nieco trudnej, za to mają namiastkę tego, co ja mam od 7,5 roku.
Nie mam pensji, nie mam ubezpieczenia, nie mogę zachorować, ale nie mam też ani przyjaciół, ani rodziny ani wsparcia.
Pewnie sama jestem sobie winna, bo MOGŁAM IŚĆ NA ETAT.
Próbowałam nie raz, ale moje CV było wyśmiewane przez działy HR, a kompetencje i umiejętności, których rekruter nie mógł sprawdzić, podważane.

Moje marzenie o etacie (tak – MARZENIE, bo nadal mam chęć, żeby dla kogoś pracować, kogoś wspierać i służyć swoimi kompetencjami i wiedza, wesprzeć nimi kogoś, kto jest dalej niż ja na swojej ścieżce przedsiębiorcy i kto miałby przestrzeń dla kogoś takiego jak ja – komu brakuje możliwości wprowadzenia firmy na zagraniczny rynek lub zarządzania nią jako Country Manager na Czechy, Niemcy lub inny europejski kraj) JESZCZE nie umarło.

Mam za sobą trzy bankructwa, aczkolwiek są i tacy, którzy definiują bankructwo inaczej, więc wg. nich
ja nie mam pojęcia, co znaczy wszystko stracić, bo na ulicy nigdy nie mieszkałem (miałam rodziców, więc i dach nad głową).
Teraz obserwuję, jak Ania Lewandowska (kibicuję jej, ale batonika 5g za 10zl nie kupię) i inni rozwijają się i rosną
zaczynając znacznie później niż ja, ale z dużym zapleczem finansowym, a nie od zera, mając tylko głowę z pomysłami i wiedzą, co robić.

Mamy kryzys, mamy i tarcze. Masz tarczę

Ja nigdy nie łapałam się i nadal nie łapię na żadne dotacje, wsparcia dla przedsiębiorców, ulgi, srulgi i małe ZUSy.
I nie mam 500+.
Jest kryzys. Odczuwam go i będę odczuwać coraz mocniej.
Wiem, że jest to duża szansa, ponieważ sytuacje, które przyszpilają nas pod muru powodują, że rozleniwione szare komórki zaczynają znów pracować na odpowiednich obrotach.
I już mam pewien pomysł, którym niebawem podzielę się na swoim profilu na LinkedIn, pomysł, który pokaże, czym jest nielubiane przeze mnie określenie lub raczej nakaz dla osoby mianującej się kreatywną „thinking out of the box”.
Nigdy nie uważałam się za osobę kreatywną, dlatego owo określenie mnie irytowało. Jestem natomiast innowatorem i lubię robić różne rzeczy całkiem inaczej, a strategie tworzyć w oparciu o błękitne oceany.

A wracając do powyższego tekstu - zawsze znacznie łatwiej jest docenić, pochwalić i polecić kogoś obcego, niż wesprzeć znajomego.
Łatwiej jest skorzystać z usług konkurencji, żeby "swojemu" nie dać zarobić, żeby nie było mu lepiej.

A wsparciem, i to ogromnym, jest nawet sam doping, dobre słowo i pamiętanie o produkcie lub marce, kiedy ktoś potrzebuje skorzystać z podobnej usługi – można mu podszepnąć, że ten, czy tamten znajomy się tym zajmuje.
Wsparciem jest zostawienie swojego komentarza, opinii, czy też rekomendacji pod produktem lub usługą, którą się poznało.
Ja wielokrotnie prosiłam swoich znajomych, zajadających się moimi czekoladowymi babeczkami COOKIE WITH LOVE o opinię na ich profilu na Facebooku, innych – o opinię dotyczącą mojego wsparcia jako stylistki.
Łącznie moją prośbę zrealizowały 24 osoby. Dżemstera – 13.

Dziękuję i proszę Boga o siłę, bo już mi jej brakować zaczyna.


_____________________


O AUTORCE

Julia Daroszewska od ośmiu lat zajmuje się ogólnie pojętym marketingiem. Potrafi skutecznie wykorzystywać wszelkie dostępne na rynku narzędzia, co przekłada się na duże zasięgi i budowanie świadomości wspieranych przez nią marek.
Prowadzi firmę, której główną dziedziną jest wsparcie w zakresie szeroko pojętego Marketingu i Strategii Przedsiębiorstwa. Oferuje pomoc w budowaniu marek tworząc dla nich skuteczne plany działania na konkurencyjnych rynkach.

Julia Daroszewska prowadzi również szkolenia z tworzenia skutecznych profili/kont na LinkedIn i Facebooku - największych Mediów Społecznościowych wspierających biznes.




           Insta