czwartek, 10 stycznia 2019

Thug life, ciężkie życie, ciężki początek nowego roku



Koniec lat '90.
Marzę, żeby zostać trenerką fitness. Marzę, żeby prowadzić zajęcia w klubie fitness, z dużą grupą w sali z dużym lustrem.

Marzę o pójściu na AWF, bo nie wiem jeszcze, z jaką opinią wiążą się studentki tejże uczelni. Jednocześnie wiem, że trenerką fitness nigdy nie zostanę, nie mówiąc już o studiach na AWF, bo kontuzje uniemożliwiają mi uprawianie jakiegokolwiek sportu (napisałam o tym tutaj).


Nieco później niż połowa lat dziesiętnych XXI wieku.
Eksperymentalny kierunek eksperymentalnej uczelni The Neisse University, opracowany na podstawie badań przeprowadzonych w firmach, z których wynikło, że kopro potrzebują informatyków potrafiących komunikować się z światem, wypuszcza wyprodukowanych przez siebie absolwentów.
W tym mnie – taką ni to świnkę, ni to morską.




Niby inżynierem jestem, niby budowę komputera ogarniam, nawet jakieś tam programy znam i nawet coś niecoś z kodu zrozumiem, aczkolwiek swojego nie stworzę.
No chyba, że HTML lub CSS, ale to nie programowanie. Z PHP znam jedną funkcję, którą... Na własne potrzeby potrafię skopiować i w odpowiednie miejsce wkleić. Podobnie rzecz się tyczy JavaScript, ale...
Wracając do wątku!






Początek lat dziesiątych XXI wieku...
...nagle wszyscy są marketerami. Wszyscy znają się na marketingu i w nim, kolokwialnie rzecz biorąc, robią. Nie ważne, co kończyli i że kończyli muzykologię. Robią w marketingu i **uj.
Nie ważne, że jest on dla nich synonimem słowa reklama.
Na hasło "analiza BCG" i "5 sił Portera" obracają się na pięcie i idą do kuchni po herbatę.

Rozmyślam o zmianie branży, bo tracę za dużo nerwów na użeranie się z filologami klasycznymi... Od marketingu. Myślę o powrocie do kodu. Zastanawiam się, czy ten PHP faktycznie gryzie, czy może jednak nie, a JavaScript nie pryska w oczy jadem...

Po czym siadam i czekałam, aż te głupie myśli mi przejdą. Nie mogę zostać programistą. Cytując moją ulubienicę, ślicznotę z video na YT, który można wygooglać hasłem "Upośledzony klon Dody w Mam Talent":


Chciałam zostać programistką, ale pracując w domu, nikt by mnie nie widział ;) 

A jaki sens jest w byciu stylistką, jeśli moje kreacje oglądałyby tylko cztery ściany, a przy lepszych wiatrach może jeszcze sąsiedzi w trakcie moich jedynych, pieszych wycieczek do kontenera na śmieci?

Stwierdziłam, że pokonam konkurencję tworząc portfolio, które udowodni, że MARKETING =/= REKLAMA (czyt: marketing to nie to samo, co reklama) i, żeby stworzyć jakaś markę, a potem ją wypromować, trzeba mieć jakąś wiedzę, a nie tylko fanpage na Facebooku.





Zaszywam się w domu i biorę do roboty.
Żeby całkowicie nie skostnieć w bezruchu, rozwijam wachlarz ćwiczeń fitnessowych i znów myślę o zostaniu trenerką.
Planuję prowadzenie zajęć z fitnessu w parku.

W tym samym momencie świat przeżywa szał na bycie fit. Facebooka opanowują trenerki personalne i dietetyczki.
Dociera to mnie, że mam za mały biust i za krótkie rzęsy, co skutecznie uniemożliwia mi osiągnięcie jakichkolwiek wyników w tejże dziedzinie sportu i porwaniu za sobą tłumów.
Chodakowska jest tu ewenementem.
Na skalę Polski.




Moje wyjście do ludzi z fitnessem sprowadza się do skakania na skakance na tarasie.

Kilka lat później wychodzę do ludzi z gotowymi realizacjami będącymi potwierdzeniem moich umiejętności.
Tych marketingowych.


Kaloryferem na brzuchu się nie chwalę. Wystarczy, że potraciłam koleżanki, po tym, jak zobaczyły, ile jem w stosunku do rozmiaru, jaki noszę.


Na widok mojego CV rekruterki piszczą. Jeśli którejś udaje się coś wyartykułować poza piskiem, zwykle jest to zachwyt nad moim doświadczeniem zawodowym i, (cytuję wielokrotnie padające stwierdzenie) fenomenalnym, jak mówią, portfolio.

Ale pracy znaleźć nie mogę...



W pewnym momencie w akcie desperacji usuwam z CV większość wykształcenia i, jako taka ojoj dziewcynka, która nie bardzo ogarnia rzeczywistość i ledwo tytuł licencjata obroniła, dostaję się do sklepu odzieżowego, gdzie sytuuję jako stylistka i sprzedawcę.

Oto polska właśnie.

Ale dzięki temu widzę, jak w praktyce wygląda zarządzanie łańcuchem dostaw w dużym, międzynarodowym kopro i jak bardzo owo zarządzanie kuleje.


Lata 2017 – 2018. Wysyp coachów i trenerów rozwoju osobistego.
Coachami są wszyscy.
Wszyscy są coachami.

Niektórzy idą nawet o krok dalej i zostają psychoterapeutami. Najgorsze jest to, że nie jest to zawód prawnie regulowany i tzw. chroniony, więc psychoterapeutą może być każdy.
Przyszli psychoterapeuci robią kursy i szkolenia u innych psychoterapeutów, którzy w pewnym monecie stwierdzili, że właśnie psychoterapeutami zostaną.
I zostają.

I szkolą w zakresie tego, co znajduje się między stwierdzeniem, że psychoterapeutą się zostanie, a faktycznym (i praktycznym) nim zostaniem.
Ślepi prowadzą ślepego.

Prawdziwi trenerzy rozwoju osobistego czują się tak, jak ja na początku lat dziesiątych XXI wieku.
Nie wiem tylko, co z tym fantem robią.





Rok 2018 - LinkedIn przeżywa w Polsce rozkwit. Ma coraz więcej użytkowników, wśród których jest coraz więcej kołczów.
Ściana LinkedIn co rano zasypywana jest ich złotymi myślami w stylu "jeśli nie wypijesz rano kawy, to będzie ci się chciało pić".
 

Co drugi post na tym portalu dotyczy pozytywnego myślenia i optymistycznego podejścia do sprawy... Aczkolwiek na pytanie, czy na sprawy rozwodowe również należy patrzeć optymistycznie, kołczowie nagle głuchną.


Ja w tym czasie zakasuję rękawy.
Podejmuję męską decyzję i robię coś, przed czym broniłam się całe wieki, bo mój temperament i ADHD mi na to nie pozwalały. Zakładam klapki na oczy... 
To jest ...SPECJALIZUJĘ SIĘ.





Nadal siedzę w marketingu, ale koncentruję się na Social Mediach z naciskiem na LinkedIn i odciskiem na Facebooka.
Słowem:

Uczę korzystać z LinkedIn

konsultacje | szkolenia



Rok 2019, styczeń.
DOPIERO STYCZEŃ.
Ba! Dopiero 10-ty (słownie: dziesiąty) dzień stycznia.
Na LinkedIn mamy wysyp ekspertów od LinkedIna.

Ponieważ nie mam odpowiednio dużego biustu i mam za krótkie rzęsy nie jestem mężczyzną, nie mam szans na przebicie się. 
Poza tym nie lubię czerwonych oceanów.
Wolę błękitne.

Mamy dopiero początek roku, a ja już nie wiem kim chcę zostać, kiedy dorosnę.




Pamiętam. Chciałam robić gry komputerowe. Substytutem było rysowanie komiksów (1 i 2).
A może wrócę do tych komiksów?
Marzenie ściętej głowy.
Już taki pomysł kiedyś miałam. Jest analogiczny do pomysłu dotyczącego programowania i, kiedy się pojawia, należy usiąść i poczekać, aż przejdzie.

Siedzę i czekam.

Mogę też kupić motor tym samym spełniając swoje marzenie o kupnie motoru.
I zatrudnić się w mięsnym, żeby mieć stały dopływ gotówki na benzynę.
Albo nie.
Lepiej najpierw zatrudnić się w mięsnym, a później kupić motor.
I wcielić w życie tekst z poniższej koszulki.






Mogę też zostać drugim Kominkiem.
Kominkiem II (Kominkiem Drugim) dziś znanym jako JasonHunt.

Stać się najbardziej poczytną blogerką w Polsce, wydać w końcu chociaż jedną z dwóch czy nawet trzech zaczętych już książek i pisać kolejne, siedząc w małych hipsterskich kawiarenkach, za każdym razem pijąc inną czarną herbatę. 

Wtedy robiłabym to, co (poza sportami ekstremalnymi) kocham najbardziej: pisała i piła czarną herbatę. 

Ale żeby móc oddawać się w pełni swojemu hobby, trzeba najpierw na nie zarobić.

Póki co zostaje mi mięsny.


______________

O AUTORCE

Julia Daroszewska od ośmiu lat zajmuje się ogólnie pojętym marketingiem. Potrafi skutecznie wykorzystywać wszelkie dostępne na rynku narzędzia, co przekłada się na duże zasięgi i budowanie świadomości wspieranych przez nią marek.

Prowadzi firmę, której główną dziedziną jest wsparcie w zakresie szeroko pojętego Marketingu i Strategii Przedsiębiorstwa. Oferuje pomoc w budowaniu marek tworząc dla nich skuteczne plany działania na konkurencyjnych rynkach.

Julia Daroszewska prowadzi również szkolenia z tworzenia skutecznych profili/kont na LinkedIn i Facebooku - największych Mediów Społecznościowych wspierających biznes.


OFRTA | KONTAKT 
______________


           Insta